Kuchnia makrobiotyczna-wstęp

Data wpisu 30. sty, 2010 autor Kamila w Makrobiotyka, Terapie i diety

Zdecydowałam się napisać , rozpocząć kolejny wątek dotyczący jedzenia, zwany makrobiotyką. Dzisiaj przedstawię kilka podstawowych informacji na temat kuchnii makrobiotycznej, a następnie będę kontynuowała ten temat w kolejnych odcinkach. Dodam jeszcze, że makrobiotyka to nie tylko kolejny pomysł na kuchnię dla osób chorych, ale również zdrowych i dbających o profilaktykę.

Wielu z nas słyszało o makrobiotyce, ale nie wszyscy wiemy na czym polega i jak przyczynia się do naszego zdrowia i osiągnięcia harmonii wewnętrznej- dzisiaj w kilku zdaniach a może kilkunastu o tym…

Makrobiotyka to nie tylko sposób odżywiania to również filozofia życia. Ukształtowała się na początku XX wieku w Japonii a jej nadrzędnym celem jest leczenie różnego rodzaju dolegliwości za pomocą odpowiedniej diety. Makrobiotykę można nazwać pewnego rodzaju profilaktyką medyczną, czyli zdrowym i harmonijnym sposobem życia i odżywiania się.

Z punktu widzenia makrobiotyki wiele naszych dolegliwości zdrowotnych ma źródło w złym przyswajaniu pokarmu, które często jest szkodliwe dla naszego organizmu. Na skutek czego w nim ( naszym organiźmie) rozwijają się choroby, czyli mechanizmy i procesy, które wyrównują skutki niewłaściwego sposobu odżywiania przez lata lub dziesięciolecia. Warto sobie uświadomić, że to co jemy ma wpływ nie tylko na nasze ciało, ale również na naszą duszę rozumiane jako samopoczucie/ nastrój.

I tak w kuchni makrobiotycznej, w odróżnieniu od wielu innych diet, celem jest wspieranie procesu leczenia różnego rodzaju chorób w tym cukrzycy, chorób nowotworowych, alergii, zaburzeń krążenia i innych poprzez odpowiednie zbilansowanie wartości odżywczych spożywanych pokarmów i ograniczenie spożycia cukrów, płynów i tłuszczów pochodzenia zwierzęcego.

Dieta makrobiotyczna jest właściwie wegetariańska, ale dopuszczalne jest wszystko w rozsądnych proporcjach i  jej zasady nie zabraniają kategorycznie spożywania innych pokarmów. Jej filozofia opiera się na koncepcji jin i jang, czyli na równowadze dwóch przeciwnych ale uzupełniających się sił, które powinny wg medycyny starochińskiej współistnieć w harmonii.

Pokarmy dzieli się na jin i jang, dlatego należy je mądrze łaczyć ze sobą, aby nie dochodziło do niedoborów lub nadwyżek. Kiedy poznacie ich wartość odżywczą i energetyczną, należy tylko je odpowiednio połączyć i uregulować ich częstotliwość spożycia. Na początku trudno będzie być konsekwentym i utrzymać samodyscyplinę, ale później w miarę praktyki stanie się to waszym nawykiem.

Kuchnia makrobiotyczna odrzuca spożycie produktów rafinowanych, czyli przetworzonych i konserwowanych ( czy nie widzicie zbieżności z dietami polecanymi w chorobach min. nowotworowych). Zachęca natomiast do jedzenia produktów jak najbardziej naturalnych, pochodzenia roślinnego. W diecie dopuszcza się spożycie mięsa i ryb, ale w niewielkich ilościach. Podobne ograniczenia dotyczą przetworów mlecznych i jaj.

Podstawą diety są pełne ziarna zbóż, zboża, rośliny strączkowe, warzywa, algi ( u nas niestety trudno dostępne w formie naturalnej), nasiona i białka. Pokarmy powinny być pochodzenia organicznego/ekologicznego. Wszystkie produkty wchodzące w skład diety makrobiotycznej powinny być zdrowe, przygotowane w odpowieni sposób, bogate w witaminy, białka, błonnik i sole mineralne.

Jedynym problemem może być niewłaściwe zbilansowanie białka występującego w produkatach pochodzenia  zwierzęcego, które najlepiej byłoby zastapić przynajmniej częściowo bialkiem roślinnym- jednak w tej kwestii najlepiej jest zgłosić się do dietetyka lub/i lekarza mającego wiedzę nie tylko na poziomie podstawowym w zakresie zasad żywienia.

Jeśli zdecydujecie się na kuchnię makrobiotyczną koniecznie musicie znaleźć odpowiednią osobę, która udzieli wam wsparcia w stawianiu pierwszych kroków w tej dziedzinie, bo w końcu mówimy tutaj o waszym zdrowiu i życiu. Nie zachęcam do eksperymentowania we własnym zakresie, bo tym działaniem bez znajomości podstaw żywienia, można nieświadomie wyrządzić sobie i osobom chorym więcej szkody niż pożytku ( przyczynić sie nawet do pogłębienia choroby).

Celem makrobiotyki nie jest obsesja na punkcie żywienia, ale zrozumienie mechanizmu przyswajania i oddziaływania pokarmu na nasz organizm oraz poprawa stanu zdrowia organizmu. Chodzi przede wszystkim o to, by chronić nas przed chorobami i złym samopoczuciem.

W następnym odcinku o jin i jang w makrobiotyce.

Tags:



11 odpowiedzi na “Kuchnia makrobiotyczna-wstęp”

  1. Grzegorz

    01. lut, 2010

    Witam,
    Widzę, że zaczynamy wchodzić na grząski grunt. Zdrowe odżywianie ok, ale włączanie do tego filozofii to już kiepska sprawa. W dzisiejszym świecie każdy może pisać co chcę i nie chcę z tym polemizować, co więcej sam korzystając z tego przywileju tylko napomne, że duszy nie można rozumieć jak „dobre samopoczucie”, a sprawy ducha i sprawy ciała to dwie odrębne rzeczy. Kwestie szukania harmonii pomiędzy jednym i drugim w wszelkiej maści praktykach ludzkich (głównie wschodnie pomysły ale zdażały sie i u nas różne próby spłycania tego tematu) to niebezpieczna droga. Niebezpieczna dla naszej duszy właśnie. I ciało i dusza potrzebuje odpowiedniego pokarmu. Ten blog pokazuje w sposób wyśmienity to co dla naszego ciała jest dobre, a co stara się go zniszczyć. Chcę w tym miejscu, może trochę na wyrost, ostrzec by nie szukać ukojenia dla duszy w cielesności. Zyjemy w kraju chrześcijańskim, a tak wielu ludzi szuka odpowiedzi na wschodzie, gdzie nawet najbardziej pokręcone pomysły przyjmuje jako objawienie. Mając więc to na uwadze tylo uczulam, by ktoś czując pustkę w środku, nie dał się zwieść, że dbając o ciało zadba i o duszę, że wypełni tę pustkę. Ktoś kiedys powiedzial, że mamy w sobie taką dziurę na ksztalt Jezusa i tylko On potrafi ją wypełnić, nic innego. Kamilo dziekuję Ci za ten świetny blog. Nie moge i nie chcę mówić Ci co możesz a czego nie możesz pisać. Jedyne czego bym sobie zyczył to bym zawsze znalazł tu rzeczowe informacje, rzetelnie zebrane i przedstawone. Bym czytał w przyszłości o harmonii między spożywanymi węglowodanami i bialkami a nie między duszą i ciałem, wodą i ogniem, itd.
    Z wyrazami szacunku
    Grzegorz

  2. Kamila

    01. lut, 2010

    Kuchnia makrobiotyczna wywodzi się i jest nierozerwalnie związana z inną dla nas/ w większości filozofią Wschodu, jednak nie mając do tego stosunku emocjonalnego może być jednym ze sposobów nowego spojrzenia na to co jemy a przede wszystkim jak jemy. W kuchni makrobiotycznej odnajdziemy wiele elementów spójnych z tym co mówi dzisiejsza medycyna żywienia ( która jest nadal nie znaną dziedziną w naszym kraju, mimo że coraz więcej można o tym przeczytać czy posłuchać). Makrobiotyka oprócz aspektu filozoficznego, który jest indywidualnym wyborem każdego, oferuje również wiedzę o pokarmach z punktu widzenia ‘biochemii’, pokazując w jaki sposób łączyć pokarm by był pokarmem, a nie pustym nic nie znaczącym kawałkiem czegoś tam wrzucanego do naszego żołądka, mającego spełniać funkcję tylko iwyłacznie energetyczną, tak jak jest to promowane przez kulturę Zachodu zwłaszcza ostatnich kilku dekad. Mimo, iż makrobiotyka podobnie jak cała medycyna chińska bazuje na innym/ odmiennym nurcie filozoficzno-religijnym, to również jest to wielka kopalnia wiedzy na temat tego jak jeść, przygotowywać pokarm by być zdrowym i zapobiegać chorobom. Dlatego temat został poruszony na blogu i nie ma tutaj żadnych podtekstów religijnych.

    Rozsądne bazowanie na doświadczeniach i wiedzy innych kultur nie jest niczym złym do momentu gdy na ślepo / pod wpływem pewnego rodzaju fascynacji nie zaczynamy adaptować do naszego życia nowych elementów na siłę. Popadanie w skrajności jak zwykle nie jest wskazane, bo zawsze prowadzi do swojego rodzaju zagubienia a co za tym idzie problemów.

    Niemniej jednak rozpoczęty przeze mnie wątek kuchnii makrobiotycznej ma na celu pokazanie innego punktu widzenia na pokarm, który jemy. A każdy z was oceni czy ten sposób mu odpowiada i czy jest zainteresowany jego kontynuowaniem, a jeśli tak to w jakim zakresie.

    Pokarm ma wpływ na nasze samopoczucie, nawet na stan naszego ducha- i nie jest to wymysł tylko iwyłacznie filozofii Wschodu, z której mimo wszystko powinniśmy korzystać i uczyć się od niej, jest to również zbadane przez naukę Zachodu, która nie wiedzieć czemu nie chce korzystać z dziedzictwa / spuścizny kultury majacej kilka tysięcy lat. Niejednokrotnie mówi się, że zbyt duże spożycie na przykład cukru może przyczynić się nie tylko do alergii, problemów z dziąsłami/ zębami, sercem etc ale również do stanów depresyjnych lub je pogłębiać, brak niektórych mikroelementów/ witamin / fitozwiązków wpływa nie tylko na braki w naszym organiźmie, które później objawiać się mogą w postaci chorób lub innego rodzaju niedomagań – ale również na nasz nastrój.

    Spożywane przez nas jedzenie ma być pokarmem dla duszy i ciała. I jeśli w taki sposób do tego podejdziemy to będziemy cieszyli się nie tylko dobrym zdrowiem, ale również dobrym nastrojem i tego Wam wszystkim życzę.

    ——-
    Grzegorzu dziękuję Ci za twoje komenatrze, zaangażowanie się w bloga oraz cenne uwagi. Innych zachęcam również do wyrażania swoich opinii.

    Pozdrawiam
    Kamila

  3. Grzegorz

    01. lut, 2010

    Kamilo,
    Istnieje, w powyższej kwestii, między nami rozdźwięk na tle definicji pewnych pojęć. Cieszę się, że po Twojej odpowiedzi mam podstawy domyślać sie, że jest to tylko i wyłącznie kwestia różnic postrzegania znaczeń pewnych stwierdzeń, a nie różnica poglądów wynikająca z tychże.
    Od czasu kiedy tu trafiłem, bardzo mile byłem zaskoczony, że temat (zdrowe żywienie) do którego bardzo szybko i łatwo lubia podpinac się treści związane z religiami wschodu, jest jednak wolny od tych aspektów. Mając świadomość, że nie mam prawa narzucać Ci sposobu prowadzenia tego blogu, wyrażam tym samym, z mojej strony, nadzieję, że blog ten będzie w dalszym ciągu wolny od tego rodzaju treści. Nie mówie tu o czerpaniu z doświadczenia kuchni starochińskiej, jak i choćby staropolskiej, ale o nie dopinaniu do tego etykietki religii/duchowości.
    Z wyrazami szacunku
    Grzegorz

  4. elusia

    01. lut, 2010

    Witam,
    makrobiotyką, tao i wschodnią filozofią fascynowałam się od dawna.Makrobiotykę przerabiałam na własnej skórze, nawet chodziłam na kursy gotowania makrobiotycznego,jednak rodzina wolała polską kuchnię.Przeczytałam wiele książek Michio Kushi, pewne elementy jego zaleceń stosuję, inne zarzuciłam.Z przykrością dowiedziałam się,że on Michio- guru makrobiotyki-, który leczył dietą ludzi z rakiem sam zachorował na nowotwór a także jego żona Aveline zmarła na raka.Nie piszę tego Kamilo, żeby Cię zniechęcić do tematu, bo przeglądam Twój blog i podziwiam za wielki trud tworzenia.Podaję jedynie fakty.Pzdr.

  5. Kamila

    01. lut, 2010

    Makrobiotyka podobnie jak raw diet food diet wywodzą się albo z innego kręgu kulturowego i w związku z powyższym są niejednokrotnie powiązane pod względem filozofii z tamtymi regionami – czyli dla nas są obce/ niedokońca zrozumiałe, albo z innej szerokości geograficznej charakteryzującej się innymi temperaturami, inną florą czy fauną, dlatego wdrażając je do swojego życia należy kierować się nade wszystko rozsądkiem i nie eksperymentować na własną rękę, co podkreślałam niejednokrotnie również w tym wpisie.

    Znam przypadki kiedy nieumiejętne prowadzenie diety w oparciu o książki lub poradniki kończy się kompletną porażką – pogłębieniem choroby, kompletnym wyczerpaniem fizycznym osoby chorej. Jednak znam też przypadki osób dla których ten typ odżywiania w danym momencie życia stal się zbawienny- tak więc nie ma tutaj stałych.

    Makrobiotyka podobnie jak raw diet food mogą stanowić pewnego rodzaju inspirację, dają szersze spektrum spojrzenia na temat sposobów odżywiania- ale ani makrobiotyka ani raw diet nie specjalnie sprawdzają się w naszych warunkach / naszej strefie klimatycznej, nie mówiąc już o tym by sprawdzały się w 100% w odżywianiu osób chorych na nowotwory, mogą stanowić cenny dodatek do żywienia i o tym warto pamiętać. Makrobiotyka sprawdza się jako odżywianie profilaktyczne lub wspomagające, ale pod warunkiem, że jest prowadzona za konsultacją dietetyka i lekarza.

    Kuchania makrobiotyczna czy raw diet food są sposobem/ pomysłem na dietę codzienną – profilaktykę, tylko nie na własną rękę i często nie na całe życie. Nie mniej jednak zarówno jeden i drugi sposób odżywiania może nas zainspirować do zmian w codziennej diecie, która nade wszystko powinna być przygotowywana indywidualnie dla każdego przypadku z osobna. Ślepe przenoszenie gotowych wzorów zaczerpniętych z książek czy poradników nie musi się wcale sprawdzić, nie mówiąc już o trudności w zdobyciu świeżych i naturalnych artykułów w naszym kraju jak świeże algi, soczyste mangostany, papaje czy krewetki- i wiele innych, o których mało kto słyszał.

    Moim celem jest przedstawienie na blogu różnych diet, nawet takich które budzą kontrowersje, bo im wiecej wiemy na ich temat, tym prawdopodobieństwo popełnienia błędu jest mniejsze. I takie tematy również będą się pojawiały na blogu, bo blog jest skierowany zarówno dla osób chorych jak zdrowych. Warto wiedzieć czym jest makrobiotyka i na jakich zasadach się opiera, bo dzięki temu możemy realnie ocenić czy ta dieta jest dla nas czy nie, które z elementów możemy wdrożyć, jesli wogóle jakieś, do naszej codziennej kuchni a które nie.

    Może właśnie ten cykl zachęci wielu do zapoznania się z tematem jedzenia i spojrzenia na codzienną dietę nie tylko przez pryzmat wyuczonych/ wyniesionych z domu, nie zawsze dobrych nawyków żywieniowych.

    Zachęcam do dodawania komentarzy- dziękuję Grzegorzowi i Elusi za zaangażowanie w temat, może dla innych będzie to inspiracją do wypowiedzi.

    ——
    Dziękuję bardzo Elusi i Grzegorzowi oraz innym za miłe słowa- to bardzo dużo znaczy :)

  6. Grzegorz

    02. lut, 2010

    Witam,
    Osobiście tzw raw diet food nie utożsamiałbym z jakimkolwiek wyodrębnionym regionem świata. To kuchnia która pierwotnie towarzyszyła człowiekowi na całym globie, zróżnicowana w zależności od dostepnych produktów oraz specyficznych potrzeb związanych z trybem życia czy strefą klimatyczną. Faktem jest że istnieje jeszcze parę enklaw gdzie ze względu na znikomy wpływ jakiejkolwiek cywilizacji ludzie żywią się dostarczając bezpośrednio z otaczającego ich środowiska to co jest im potrzebne (często nawet beż specjalnej świadomości). Niemniej jednak ceną za „postęp” i „wygodę” było zarzucenie, zapomnienie i zastąpienie nawyków żywieniowych wynikających bezpośrenio z tego jak i do czego zostaliśmy stworzeni, a które to były dla nas idealne (nie pasujące jednocześnie do obrazu świata jaki człowiek chciał tworzyć i tworzy). Dobrze że są miejsca które przypominają, że życie dziś (dzisiejsza żywność, chemia gospodarcza, kosmetyki) nie koniecznie jest nastawione na nasze dobro, w rozumieniu zdrowia ale przede wszystkim na zysk (pieniądze). Nie widzę w tym winy koncernów farmaceutycznych czy spożywczych, bo to tak na prawdę my wszyscy jesteśmy częścią tej machiny. Wina leży w ludzkości a dokładnie rzecz biorąc w celach jakie sobie stawia. W tym aspekcie zaś ciężko jest winić człowieka, któremu zdaje się że zmierza ku lepszemu, w tym samym czasie jednak po mału, może niezauważalnie niszcząc siebie. Stan taki nazywa się zwiedzeniem. Osobiście staram się co tam możliwe i w miarę proste w wykonaniu robic by moja dieta i toaleta była bardziej świadoma i zawierała jak najmniej toksyn, bez żadnych skrajności jednak. Produktów nie kupuje w tzw sklepach ze zdrową żywnościa, a po prostu z tych ogólno dostepnych bardziej świadomie wybieram te „lepsze”. Traktuje to bardziej na zasadzie zabawy niż troski, bo prędzej czy później i tak przyjdzie mi umrzeć choćbym jadł algi całe życie :) Ważne że śmierć nie będzie dla mnie końcem a dopiero początkiem życia, które już teraz dano mi z łaski – życia u boku tego który nas stworzył i oddał za nas życie.

    Pozdrawiam gorąco
    Grzegorz

  7. Kamila

    03. lut, 2010

    Temat jest bardzo szeroki, dlatego w najbliższym wolnym czasie postaram się stworzyć artykuł na temat żywienia- ogólnopoglądowy i w nim wyrażę swoją opinię, chociaż zazwyczaj staram się tego nie robić, bo chcę wnioski pozostawić Wam.

  8. Barbara

    06. lut, 2010

    Przypadkiem trafiłam na tę stronę. Wspaniała praca pani Kamilii, a pan Grzegorz sypie piasek w tryby, jeszcze nie wie, że dusza i cialo są nierozłączne. Polecam Państwu, a szczególnie panu Grzegorzowi (kiedyś też myślałam podobnie) wstrząsającą, wzruszającą i opartą na własnej historii autorki Eleine Nussbaum „Pokonałam raka”. Autorka wyleczyła się z raka, a była spisana już na straty przez medycynę – dietą makrobiotyczną – stosowaną rygorystycznie i żyje, a od czasu jej uzdrowienia minęło 20 lat! Jest teraz dietetyczką – makrobiotyczką.
    Warto też poznać Nową Germańską Medycynę dr Hammera, są spotkania – koła studyjne, na ten temat w wielu miastach, to bardzo sensowna wiedza, która uwalnia od strachu przed chorobami, nie tylko rakiem.

  9. Grzegorz

    08. lut, 2010

    Barbaro. Co małem do powiedzenia w temacie już napisałem. Niech jako najlepszy dowów na to że cialo i dusza nie są nierozłączne, będzie śmierć. Nie mam nic przeciwko takiej czy innej diecie. Dopóki pisząc dusza myślisz o nastawieniu człowieka i jego samopoczuciu (mimo że przeczy to definicji duszy to niestety przez wielu bywa tak rozuminane) to ok. Problem może pojawić się jeśli pod pretekstem dbania o ciało zaczynamy karmić naszą duszę niewłaściwym pokarmem (joga, medytacja i podobne praktyki). Kuchnia makrobiotyczna w założeniach nie leży zbyt daleko od tych spraw, co jednak nie znaczy, że stosowanie pewnych jej zasad jest złe. Wręcz przeciwnie. Pod warunkiem jednak pewnej świadomości, która uchroni nas przed wchłonięciem przez plejadę „wschodnich praktyk”. Jeśli nie wiecie o czym piszę to tylko lepiej dla Was, bo na własnej skórze lepiej nie doświadczać pewnych rzeczy. Aby nie było niedomówień. Kuchnia naturalna tak. Przypinanie doń ideologii/religii NIE.

    Z wyrazami szacunku,
    Grzegorz

  10. Jolanta

    14. lut, 2010

    Kamilo, ciesze sie , ze poruszasz watek makrobiotyczny. Moja nowa przygoda zycia i rozwoju swiadomosci rozpoczela sie wlasnie od makrobiotyki. Czule i cieplo wspominam ten okres mojego zycia. Niesamowite jest to, ze w tak krotkim czasie nauczylam sie siebie odzywiac tak ,jak potrzebowalo tego cialo i dusza.
    Chce zaznaczyc , ze pozywienie stanowi tylko w 20-30% o naszym zdrowiu lub nie, reszta to psychika. Jak mowia choroba zaczyna sie od glowy, od tego co czlowiek mysli i co swoimi myslami przyciaga.
    Pozdrawiam cieplutko.

  11. Sylwia

    26. lip, 2010

    Fajnie, że coraz więcej mówi się i pisze o makrobiotyce.
    To oczywiście kwestia wyboru, czy chcemy w ten sposób żyć i każdy ma do tego prawo; jak w każdym innym przypadku; począwszy od zakupu chleba w sklepie, który żywi nasze ciało, skończywszy na poważnych decyzjach życiowych dotyczących np leczenia naszego ciała z raka.
    To, co wybierzemy zależy tylko od nas samych ! Nikt nas nie zmusza do stosowania zasad makrobiotyki ani do przyjmowania chemioterapii. To są nasze wybory i dobrze żeby były jak najbardziej świadome.
    Chciałam odnieść się do wpisu „eluni”.. też zastanawiałam się dlaczego w rodzinie Kushi pojawiły się nowotwory. Chciałam dodać, że jeszcze córka zmarła na nowotwór. Wyjaśnienie tej historii jest na blogu Phiya Kushi: http://phiyakushi.wordpress.com/2010/03/01/cancer-in-the-family-how-and-why-it-happened-part-one/. Nie zmienia to faktu, że jest wiele udokumentowanych przypadków wyleczeń przy zastosowaniu zasad makrobiotyki, jednak moim zdaniem jest to jeden z czynników który może pomóc. Decydujące jest nasze podejście, myśli i wiara. Zrozumienie głębokich przyczyn choroby jest kluczem do wyleczenia.

Zostaw komentarz